Odpowiem od razu – brak propozycji, ponieważ człowiek potrafi wypaczyć albo wręcz zniszczyć każdy ustrój, każdą religię, każdą ideologię. Zarówno w czasach starożytnych, jak i współczesnych, polityka rządzących oparta była i jest o posługiwanie się kłamstwem, półprawdami, manipulowanie informacją, tworzenie układów oraz mocne wspieranie się religiami. Większość ludzi godzi się zwykle akceptować odgórnie narzucane warunki, nie mając rozeznania, co dzieje się za fasadą prezentowaną społeczeństwu przez rządzących; jednak do czasu.
Postawmy pytanie – czy którykolwiek system społeczno-polityczny w swoim założeniu miał na celu sprawiedliwość społeczną? Feudalizm był okrutnym niewolniczym systemem gospodarczym, w którym najdłużej trwała społeczna niesprawiedliwość. Bogactwo właścicieli ziemskich i dobrobyt (często również bogactwo) duchowieństwa na górze oraz nędza niewolonego przez wieki chłopstwa na dole. Kapitalizm, chociaż wyzwolił masy chłopskie, stworzył jakże ważną klasę średnią i stymulował rozwój nauki i technologii, zepchnął część społeczeństwa na margines oraz rozbudował zapoczątkowany już wcześniej kolonializm.
Polityczny ustrój faszyzmu jasno stawiał sprawę bezwzględnego podporządkowania się społeczeństwa polityce jedynej słusznej partii narodowej pod batutą bezwzględnego dyktatora. Przejął to także komunizm – owoc rewolucyjnego przewrotu i społecznego buntu. To miała być ustrój sprawiedliwości społecznej; oczywiście w teorii. Zastanówmy się nad sensowością nazwy „komunizm” w odniesieniu do ustroju społeczno-gospodarczego realizowanego w XX wieku w Związku Radzieckim. Nie widzę tam nawet odrobiny komunizmu, a jedynie dyktaturę psychopatów, zamordyzm, ludzkie nieszczęścia i powszechne uśmiercanie tzw. obywateli. Tymczasem bardzo komunistyczną głębię miały nauki głoszone przez Jezusa, czego symbolem (ale tylko symbolem) jest do dzisiaj chrześcijańska komunia święta.
Zostawmy komunizm, który nie wypalił. Ideologia komunistyczna stworzyła ustrój socjalistyczny – chyba najbardziej zakłamany, a przy tym nigdy i nigdzie nie zapewniający sprawiedliwości społecznej. Sentencja ilustracyjna – „jak partia mówi, że zabierze, to zabiera, a jak mówi że da, to mówi”.
Z socjalizmem mamy osobliwy problem, bo nazwa ta też nie jest jednoznaczna. Mamy bowiem socjalizm tzw. „naukowy”, który obok powszechnej państwowej własności ziemi i środków produkcji, miał zagwarantować społeczną równość obywateli, sprawiedliwość i powszechny dobrobyt. „Realni komuniści” wprowadzili jednak w życie, jakże różny od „naukowego” tzw. socjalizm realny. Milionom przyniósł on strach, nędzę, głód i katorgę, a ostatecznie dla wielu również wyroki śmierci. Jeszcze dzisiaj ustrój ten nadal zbiera krwawe żniwo w Korei Północnej oraz gwarantuje biedę na Kubie. Jesteśmy jednak teraz świadkami czegoś nowego, określanego jako chińska demokracja socjalistyczna. Jeżeli ma to być socjalizm, to już bardziej pasowałby mi tu „socjalizm kapitalistyczny”, co pozostawałoby w zgodzie z używanym dość powszechnie określeniem kapitalizm państwowy.
To, że rozwiązaniem problemu nabrzmiałych niesprawiedliwości społecznych nie mogą być przemiany rewolucyjne, udowodniła już wcześniej – pod koniec XVIII, Rewolucja Francuska. Czy przyniosła światu „wolność, równość i braterstwo”? Nie, przyniosła napoleońską megalomanię, dyktaturę i wielką wojnę w całej Europie. Rewolucjonista Napoleon Bonaparte – „z łaski Boga” cesarz Francuzów. Ale czy w ogóle był chrześcijaninem, żeby jego panowanie określić jako pochodzące „z łaski Boga”? W całej naszej historii, różni królowie i cesarze pełnili swoja władzę z „boskiego nadania”. Niektórzy uważali się za boskich potomków, a nawet za ludzi-bogów; ziemskimi bogami byli np. egipscy faraonowie, inkascy królowie czy japońscy cesarze.
Wielki imperator Bonaparte, despotyczny dyktator, ale też geniusz wojenny – wzorem rzymskich cesarzy wystawiał sobie pomniki – kolumnę i łuk triumfalny. Postanowił zbudować Wielki Paryż jako stolicę świata. Adolf Hitler też był opanowany taką samą manią. Ale tak przecież postępowali przed nimi cesarze, a nawet królowie. Napoleon wystawił też świątynię Bogu – kościół św. Magdaleny. Ale to nieprawda – tę świątynię wystawił ku chwale swojej i swoich żołnierzy. Koniec wielkiego Napoleona nie zachęca do wzniecania rewolucji – cesarz Francuzów skończył życie internowany na Wyspie Św. Heleny.
Jaki tragiczny koniec w połowie XIX wieku miało powstanie Taipingów w Chinach proponujące życie narodu chińskiego według iście komunistycznych idei. Co przyniosła bolszewicka rewolucja październikowa i ideologia komunistyczna w Rosji? Przyniosła jeszcze większe zniewolenie i niewyobrażalne okrucieństwo w stosunku do własnych obywateli Związku Sowieckiego.
Przed rewolucją październikową Polska cierpiała z winy caratu; Polacy kończyli życie na Syberii. Symbolem okrucieństwa był zawsze car. Wiek XX dał Rosji i światu nowych carów – carów komunistycznych. Rosja nie może istnieć bez carów. Znana jest opinia, że najbardziej okrutnym carem był Iwan Groźny. Konkurować z nim może jednak Józef Stalin (Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili). Komunistyczny rewolucjonista Stalin ma na sumieniu miliony umęczonych, zagłodzonych i zgładzonych. Czy nadal należy szukać takich rewolucyjnych rozwiązań problemów polityczno-społeczno-gospodarczych?
Po upadku komunizmu wydawało się, że może kapitalizm w połączeniu z demokracją są dobrym rozwiązaniem. Model demokratyczno-wolnorynkowy jednak zawodzi, ponieważ narażony jest na liczne choroby wewnętrzne. A kiedy demokracja choruje, decydenci nie chcą jej leczyć, ponieważ po zdobyciu władzy, nie leży to w ich interesie. Natomiast wolny rynek z natury rządzi się swoimi prawami, które nie uwzględniają społecznego dobra, a jedynie interesy grup dysponujących kapitałem.
Demokracja (rządy ludu, wola większości obywateli) była wadliwa od samego początku jej zaistnienia w Grecji. Pierwszą demokrację stworzył w latach 508-506 p.n.e. Klejstenes w mieście-państwie Ateny. Decyzje były podejmowane przez obywateli (z wykluczeniem kobiet) bezpośrednio, ale stanowili oni zaledwie około 10% mieszkańców Aten. Od żyjącego w tym czasie Platona wiemy, że demokracja jako idealny ustrój polityczny jest utopią. Kiedy Sokrates, wielki filozof humanista i twórca etyki, zalecał w pierwszej na Ziemi demokracji – „człowieku rozumny używaj rozumu i myśl krytycznie” – za używanie rozumu został w sposób demokratyczny stracony.
Demokratyczne wybory są wolą większości (ale czy zawsze świadomej swoich wyborów?). A co w takim razie z potrzebami mniejszości? To proste – mniejszość „nie ma racji”. Demokracja nie sprzyja również dokonywaniu właściwych wyborów, ponieważ większość wyborców nie ma własnego zdania i jest podatna na demagogiczne hasła polityków. Społeczeństwa są pod presją odnoszących sukces populistycznych akcji politycznych przywódców i gospodarczych lobbystów, którzy sieją dezinformację oraz zakłamują rzeczywistość. W demokracji większość wybiera rządzącą elitę, która po wyborach, za zasłoną populistycznych haseł, realizuje swoje często wcześniej ukrywane partykularne cele. Tak czy inaczej większością rządzi mniejszość.
A na czym tak właściwie powinna wyróżniać istota demokracji? To proste – na rezygnacji z części osobistych wolności, potrzeb i zachcianek, a nawet części swoich ambicji na rzecz wspólnego dobra całego społeczeństwa. Tymczasem demokratycznie wybrani rządzący realizuję przede wszystkim własne i wewnątrzpartyjne interesy. Posiadanie władzy można pokochać w każdym systemie, również w demokracji, a to prowadzi do deprawacji, uleganiu lobbingowi i korupcji.
Gdzie zatem szukać sprawiedliwie uporządkowanej społeczności, a przy tym życiowo bardzo aktywnej? Czy w ogóle taka ma szanse istnieć? Otóż tak, ale nie w społeczeństwach współczesnych. Być może ostatnimi takimi społecznościami są/były małe koczownicze grupy Pigmejów w Afryce Środkowej czy Buszmenów w Afryce Południowej. Warto jednak przyjrzeć się życiu owadów społecznych – mrówek (najliczniejsza populacja o największej masie żywej na Ziemi), termitów, os i pszczół społecznych (pszczoły samotnice jej nie potrzebują).
Przykładem niech będzie najbliższy nam uczuciowo gatunek pszczoły miodnej tworzącej społeczności liczące kilkadziesiąt tysięcy osobników. W pszczelej rodzinie jest królowa. Ale panować może tylko jedna, zatem jeżeli za sprawą pszczelej mądrości społecznej urodzi się nowa, rodzina dzieli się na dwie części i zwykle stara królowa opuszcza ul (czy barć albo naturalną dziuplę) z licznym orszakiem wiernych dwórek (robotnic). Przy większej liczbie wylęgających się potencjalnych przyszłych królowych, najstarsza osobiście eliminuje pozostałe.
Na marginesie – w krajach strefy tropikalnej dzikim pszczołom społecznym ul czy dziupla często nie są potrzebne.
Cały czas w rodzinie pszczelej są bardzo liczne i bardzo pracowite robotnice. W mocnej rodzinie średnio około 40 tysięcy, zatem podział rodziny nie grozi załamaniem się pszczelej społeczności. Są też w pszczelich rodzinach nic nie robiące darmozjady – samce (trutnie). Są one oczywiście pielęgnowane przez robotnice i dobrze odżywione, ale do pewnego czasu – „ich czasu”. Mają tylko jedno zadanie do wypełnienia, ale już poza ulem – mają zapłodnić nowo obwołane młode królowe. Po spełnieniu tej roli wprawdzie najczęściej wracają do ula i przez jakiś czas są tolerowane, ale kiedy nadchodzi jesień i rodzina pszczela musi oszczędzać pokarm na zimę, trutnie są brutalnie wyganiane na śmierć głodową. Samiec zrobił swoje – samiec ma zniknąć.
Wróćmy jednak do królowej, która jest władczynią absolutną. Tylko że królowa właściwie nie tyle rządzi, co jest matką roju. Swoimi feromonami zespala życie rodzinne; no dobrze – rządzi przy pomocy chemicznych sygnałów. Robotnice „same z siebie” na kolejnych etapach swojego życia wykonują kolejne zadania – od karmienia larw (pszczoły najmłodsze) po obronę rodziny (strażniczki). Utrwalona genetycznie organizacja życia społecznego pszczół i innych owadów społecznych jest dowodem na ich wielką inteligencję społeczną. O ileż bardziej inteligentny Homo sapiens takiego systemu społecznego stworzyć nie potrafi. Wiemy jak wygląda zarówno jedynowładztwo (dyktatury absolutne), jak i tzw. ludowładztwo.
No, ale jak można porównywać człowieka do pszczół. Wróćmy zatem do naszego ludzkiego świata. W tym miejscu chciałem zwrócić uwagę na istotną zmianę znaczenia pojęcia „ludowładztwo”. W Atenach oznaczało to władzę ludu, a przez następne wieki tworzona była i nadal jest realizowana władza rządzących nad ludem. I nie jest tu ważne, czy władający narodami swoją władzę dziedziczyli, zdobywali siłą czy byli/są demokratycznie wybierani. Władza jest zawsze siłą dyktującą warunki życia społeczeństw. Niestety, posiadanie władzy jest też wielką siłą jakże często deprawującą ludzi, którzy ją sprawują.
A jak to było z wychwalaną demokracją amerykańską? Co z prawami rdzennych mieszkańców, długim okresem wszechobecnego niewolnictwa, a po zniesieniu niewolnictwa ze społecznymi ograniczeniami niby wolnych już Afroamerykanów? Kobietom prawa obywatelskie w USA przyznano dopiero w roku 1920. Jakże trudno jest realizować demokratyczne idee w praktyce. Idee pozostają ideami, a życie rządzi się swoimi prawami. Można by uznać, że najlepszym, najbardziej demokratycznym rozwiązaniem politycznych jest system sprawowania władzy we współczesnej Szwajcarii, oparty o powszechne referenda.
We wszystkich rozwiniętych systemach społeczno-politycznych, a przede wszystkim we współczesnym kapitalizmie, mania gromadzenia bogactwa, wspierana często ogłupiającą modą, decyduje i „zmusza nas” do zarabiania coraz większych pieniędzy i kupowania nowych rzeczy, bo to napędza produkcję i zyski. A że powoduje to nadmierną eksploatację zasobów Ziemi, kogo z decydentów to obchodzi? Ten system zarządzania zapewnia kolejne zyski i tak już najbogatszym tego świata? Współczesnym życiem na Ziemi rządzi lobby paliwowo-energetyczne łudząc ludzi dalszym nieskrępowanym rozwojem gospodarczym. Podejmowane są decyzje w skali życia jednego pokolenia, ale skutki tych decyzji będą ważyć w życiu kolejnych pokoleń.
Kapitalizm zafundował ludzkości nową ogólnoświatową „religię” głoszącą konieczność ciągłego rozwoju i wzrostu gospodarczego. Nawet komunistyczne kierownictwo wielkich Chin uznało tę religię jako obowiązującą. U podstaw leży myśl ekonomicznego liberalizmu (wolności gospodarczej), której początki w wielkiej Brytanii przypadają już na wiek XVII. Dzięki takiemu podejściu krajem przodującym ekonomicznie w XX wieku stały się Stany Zjednoczone. Od czasów prezydentury Ronalda Regana kwitnie tam neoliberalizm – niekrępowana przez państwo wolność ekonomiczna kapitalizmu. Skrajnym rozwiązaniem było obniżanie podatków dla przedsiębiorstw (CIT), żeby tylko promować niepohamowany rozwój ekonomiczny i wzrost produkcji.
Demokracja w warunkach gospodarczego liberalizmu jest wielkim oszustwem w życiu każdego społeczeństwa. Ale w skali globalnej jest pułapką, w którą wpadają jej wyznawcy i całe społeczeństwa. Dowody mamy na co dzień w politycznych decyzjach bezgranicznie uzależniających wewnętrzną aktywności każdego kraju od gospodarki globalnej.
W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych głoszono nawet wolność osobistą każdego człowieka. Szczytowe „osiągnięcia” odnotował neoliberalizm za kadencji Donalda Trumpa. Jego (i Trumpa i neoliberalizmu) nadrzędnym przesłaniem było zamykanie się USA w obrębie własnych spraw (nawet murem granicznym). Jaki efekt społeczny przyniósł amerykański neoliberalizm? Dalsze ekonomiczne rozwarstwianie się społeczeństwa. Kosztem najbiedniejszych (= zatrudnionych pracowników) wzbogacili się najbogatsi (= posiadacze środków produkcji).
A co na to Chiny? W tym samym czasie Chiny, które wielokrotnie bywały zamknięte dla świata, coraz bardziej na dzisiejszy świat otwierają się. Ameryka Trumpa to wolność w izolacji, Chiny to wolność w ramach narzucanego przez nie sposobu globalizacji.
Neoliberalizm, gloryfikując wolność, w zasadzie nie uznaje demokracji – rządzi się bowiem samowolą najsilniejszych politycznie i ekonomicznie. Wygląda to tak: dla nas jest wolność, dla was ograniczenia, wolno jest nam zatem wykorzystać was jak chcemy. Wszystko niby zgodnie z prawem, tyle tylko, że prawo (podobnie jak religię) można łatwo wymanewrować. Neoliberalizm i sprawiedliwość społeczna bardzo się nie lubią. W przypadku sprawiedliwości można by pokusić się o jej zaistnienie w wielu sprawach, ale wolność, tak jak i równość to są puste słowa. Nie istnieje wolność ekonomiczna, ani społeczna (proponowana przez Rewolucję Francuską), ani też osobista. Ograniczenia są nieodzowne w każdej odmianie wolności; każda jest ograniczana mnogością czynników, m.in. racjami innych ludzi czy nawet własnymi możliwościami intelektualnymi, biologicznymi i fizycznymi.
Rewolucja Francuska proponowała nie tylko wolność, ale również równość. Niestety równość nie istnieje ani w przyrodzie, ani nie jest możliwa u Homo sapiens. Wśród ludzi, od samego początku tworzenia się zhierarchizowanych społeczeństw, równość jest wykluczana choćby przez prawo do własności. W całej historii Homo sapiens była i jest podległość (feudalna, polityczna, wojskowa, urzędowa, zwyczajowa), są niewolący i zniewoleni (ekonomicznie, psychicznie, fizycznie), są nawet kasty (w obrębie jednej społeczności). I jeszcze jedno – czy dzisiaj istnieje już naprawdę równość ras?
Trzeba jeszcze wspomnieć o braterstwie, które w nowym systemie społecznym miała zapewnić Rewolucja Francuska. Braterstwo zdaje egzamin podczas wojny na polu walki, ale w czasie pokoju jest często bardzo trudne do okazania nawet w tej samej grupie ludzi. Jako hasło polityczno-społeczne, braterstwo okazało się również wielkim oszustwem. W żadnym tzw. cywilizowanym społeczeństwie nie zostało spełnione; często nie spełnia się nawet w obrębie jednej rodziny. Braterstwo było natomiast powszechnym zjawiskiem wśród ludów tzw. prymitywnych – nawet w czasach nowożytnych. Jest to jedna z różnic między człowiekiem prymitywnym i cywilizowanym. Na przeciwnym do braterstwa biegunie człowiek cywilizowany wypracował egoizm.
Kontynuując analizę systemów organizujących społeczeństwa w państwa – jest dzisiaj jeszcze nieodgadniony system społeczno-gospodarczy Rosji. Ideologii żadnej; chyba, że uwzględnimy ukłon w kierunku prawosławnej cerkwi. Wszechwładny Władimir Putin, który określa siebie jako prawosławny ateista, zawarł przymierze z rosyjską cerkwią. A z drugiej strony, dla wsparcia swojego panowania, stworzył zasłonę dymną dla oligarchów. Skutek jest taki, że około 10% najbogatszych Rosjan skupiło w swoich rękach prawie 90% krajowego bogactwa. Czy to ma być nowa wersja dawnego caratu? Dzięki pełnej kontroli dostępnych powszechnie mediów rosyjski naród jest trzymany w niewiedzy i stale zastraszany zagrożeniami – tak zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi. Naród rosyjski od wieków jest tak sterowany, że ślepo wierzy rządzącym i jest im bezwzględnie podporządkowany. Uniemożliwienie poznania prawdy jest najlepszym sposobem umacniania autokratycznej władzy; Rosja nie jest zresztą w tym odosobniona.
Wydaje się, że postęp nauki i twórcza inwencja Homo sapiens mogłyby zapewnić dalszy kapitalistyczny wzrost gospodarczy i rozwój społeczny. Ale rozlana na cały nasz glob industrializacja jest przecież oparta o niezwyciężoną moc kapitału oraz o energię i surowce pochodzące z nieodnawialnych zasobów kopalnych. Nie będzie możliwości dalszego, nieskrępowanego rozwoju przy ograniczonych coraz bardziej zasobach Ziemi.
Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy jest możliwy rozwój i dobrobyt ludzkości bez kapitalistycznego wzrostu gospodarczego. Z przykrością należy jednak stwierdzić, że kapitalizm – jako główny dzisiaj mechanizm napędowy naszego materializmu, skądinąd poprawiający przecież standardy naszego życia (jakiej części ludzkiej populacji?) i windujący ludzkie „potrzeby” (czyli chciejstwo) do nieustalonych granic, zafundował Ziemi również rewolucyjne przyspieszenie niszczenia przyrody.
W XXI wieku proponowany jest wzrost i rozwój zrównoważony. Jak go prawidłowo zdefiniować, a później właściwie realizować w skali globalnej, uwzględniając potrzeby mieszkańców Ziemi? Ale wszystkich – to znaczy również najbiedniejszych. Wszystkich – to znaczy nie tylko ludzi, ale również innych żywych istot. Tak się „nie da”. „Mądrość” zrównoważonego bytu ma ożywiona przyroda sama w sobie. Tę umiejętność mają tak poszczególne gatunki, jak i całość przyrody, pod warunkiem, że nie zakłóci tego działalność człowieka. W ciągu zaledwie kilku tysiącleci Homo sapiens utracił zdolność do życia w równowadze z przyrodą Ziemi i jej zasobami.
W wielu społeczeństwach istnieje nadal przekonanie, że najbardziej korzystny jest liberalizm, który bazuje na demokracji większościowej i wolnorynkowej gospodarce kapitalistycznej. Zwolennicy tego rozwiązania nie przyjmują do wiadomości, że promuje to dalszy wzrost konsumpcji i wyścig ekonomiczno-gospodarczy. Niesie to ze sobą niepohamowaną eksploatację kurczących się zasobów i dalszy spadek przyrodniczej kondycji Ziemi oraz zwiększanie się dysproporcji w odniesieniu do poziomu życia społeczeństwa na osi „bieda-bogactwo”. Liczy się, nie sprawiedliwy podział zysków i dóbr, ale zysk odnoszony przez już najbogatszych.
Liberalizm niesie jeszcze inne zagrożenie – źle pojmowane są idee wolności. Jakże bowiem trudno jest określić w praktyce granice, gdzie kończy się wolność każdego człowieka. A przecież to niby takie proste. Wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się krzywda drugiego człowieka.
W filozoficznym nurcie etyki znana jest złota reguła wzajemności – „traktuj innych tak, jak ty byś chciał być traktowany”. Jedno z głównych przykazań chrześcijaństwa – „kochaj bliźniego swego, jak siebie samego” okazało się zbyt wymagające. To może wystarczy – „nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe”. Przyjmuję zasadność ograniczenia wolności do zaniechania złych intencji, złych czynów i jakiejkolwiek złej ingerencji w życie drugiego człowieka. Ale jakież to trudne; czy tak się da? W polityce tak się nie da; a w prywatnym życiu?
Powtórzę pytanie – jaki ustrój społeczny i system gospodarczy powinien zaistnieć na Ziemi dla utrzymania jej w dobrej kondycji i zapewniania ludziom dobrej jakości życia? Niestety, Homo sapiens udowodnił, że takiego systemu raczej nie jest w stanie stworzyć; każdy natomiast potrafi zepsuć. Co zatem będzie w stanie przyhamować sprawczą moc kapitału i konserwatywnych fundamentalistów w niszczeniu drugiego człowieka i przyrody? Mimo że nie ma na to ludzkiej zgody, może tego dokonać sama przyroda. Odwetu na człowieku przyroda dokonywała już niejednokrotnie.
