Wprowadzenie
Przez cały czas rozwoju społecznego ludzkości pojawiały się mocarstwa, które na krótszy lub dłuższy czas dominowały i podbijały wielkie obszary militarnie, gospodarczo i kulturowo. Zawsze następował jednak koniec tej dominacji. Ograniczając się do XX wieku próby takie, zdecydowanie nieudane, podejmowali Hitler, Lenin i Stalin. Po II Wojnie Światowej przez kilkadziesiąt lat mieliśmy zdecydowaną dominację polityczno-ekonomiczną, naukową i kulturalną, ustanowioną przez kapitalistyczne USA. Dominacja ta bardzo sprzyjała powstaniu nowego ładu w naszym świecie – globalizacji społecznej, gospodarczej i handlowej.
Okazało się, że dla podporzadkowania sobie reszty naszego świata globalizację od ćwierćwiecza najlepiej jednak wykorzystują Chiny. A co ciekawe, Chiny wydają się być monolitem umiejętnie rządzonym przez partię komunistyczną. Czy rzeczywiście są monolitem na tyle stabilnym, aby na dłużej przejąć rolę totalnego dominanta? Początek był niezwykle udany, oparty na przejęciu zachodniej technologii, uruchomieniu wielkiego przemysłu i zdominowaniu światowego handlu. Postawiłbym jednak pytanie – jak długo jeszcze?
W Chinach pojawiają się już demograficzne ograniczenia i przeszkody. Poza tym mechanizmy globalne nie zależą tylko od chęci i możliwości dominacji ze strony Chin. Czy tzw. cywilizacja zachodnia znajdzie mądre wyjście z tej sytuacji? Zachód jest dzisiaj mocno rozdrobniony i podzielony politycznymi i partyjnymi utarczkami, w czym ogromną rolę odgrywają także interesy przemysłowych gigantów i ich lobbystów. Chociaż dotychczasowa historia na to nie wskazuje, chciałbym wierzyć, że może jednak nastąpi jakaś konsolidacja interesów wszystkich zainteresowanych stron.
Historia kołem sie toczy; również chińska
Zanim przejdę do globalnego znaczenia prężących muskuły współczesnych Chin, warto przypomnieć czas miniony państwa środka. Starożytne Chiny w pełni zasłużyły na to określenie. Przez całe stulecia, a nawet przez półtora tysiąca lat Chiny były największą potęga na Ziemi. Najbardziej znane z tego okresu na Zachodzie są dwa symbole państwa środka – chiński mur i jedwabny szlak. Ale do schyłku europejskiego średniowiecza Chiny były niezbyt uznawaną w Europie największą ówczesną potęgą technologiczną, gospodarczą i morską. W XV wieku Wielka Flota Zheng He, wyposażona w ogromne statki nie miała sobie równych. Została stworzona dla wypraw handlowych na Ocenie Indyjskim aż po wschodnie wybrzeża Afryki. Obok umiejętnego zarządzania krajem, to handel, a nie podbój zamorskich terytoriów były źródłem chińskiej potęgi. Jakże to pasuje do strategii współczesnej chińskiej dominacji, z tym, że w dobie globalizacji Chiny oparły swój handel o solidną podstawę, którą jest światowa dominacja technologiczna w produkcji wszelakich dóbr.
Kiedy w Europie ciemne wieki średniowiecza zbliżały się do końca, potęga Chin zaczęła się powoli kruszyć. Wielka Brytania i Holandia, dążąc do wzbogacenia się, skierowały swoje misje handlowe na Wschód. Po odkrywczych wyprawach Krzysztofa Kolumba i Ferdynanda Magellana rozkwitała też era podbojów kolonialnych. Rosły nie tylko zapędy kolonialne, ale również handlowe; do liderów dołączyły: Hiszpania, Francja i Portugalia. Kiedy rosły zachodnie imperialne potęgi, przed Chinami stanął problem – otwierać się czy zamykać przed europejskim Zachodem.
Początek był stosunkowo łagodny. Polegał na wprowadzeniu ograniczeń i przejęcia kontroli nad przyjmowaniem towarów z Europy. Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska zastosowała okrutny zabieg zniewalający Chińczyków; uzależniła ich od siebie dostarczanym opium. Aby powstrzymać ten proceder Chiny próbowały przejąć kontrolę i podjęły działania ograniczające go. Na nic to się nie zdało, a przyniosło wręcz przeciwny skutek. W roku 1839 wybuchła I wojna opiumowa zakończone militarną i handlową klęską Chin.
Chiny przegrały też kolejne wojny opiumowe w drugiej połowie XIX wieku, a beneficjentami ich klęski, obok Wielkiej Brytanii, były również Stany Zjednoczone, Francja i Rosja, a później również Japonia, a nawet Niemcy. Przez kolejne dziesięcioleci Chiny pogrążały się coraz głębszym kryzysie politycznym i gospodarczym oraz wewnętrznym społecznym. Co było później wiemy doskonale – dwie wojny światowe, a do tego jeszcze wojna domowa w Chinach. Uwieńczeniem tych tragedii narodu chińskiego był chiński komunizm Mao Zedonga.
Komunistyczna Partia Chin nadal jest u władzy, ale zdecydowanie odmienne są teraz jej poczynania polityczne, gospodarcze i społeczne. Jakże pasuje tu powiedzenie – „fortuna kołem się toczy”. Z tym, że to „koło” toczy się teraz niezwykle szybko. W ciągu zaledwie ćwierćwiecza Chiny najlepiej wykorzystują światową globalizację, i stały się jednym z najważniejszych gospodarczych i politycznych dominantów. Jaki długo to potrawa?
Już teraz Chiny przeżywają bolesny dla rządu (i gospodarki) spadek urodzeń i przyrost ludzi wieku poprodukcyjnym. Inne bogate i bogacące się społeczeństwa też to przeżywają. Młodzi ludzie nie zawierają małżeństw, a jeżeli już zawierają nie chcą mieć dzieci; chcą żyć dostatnio i wygodnie. Do głosu doszła psychologiczna antykoncepcja. I tu jest jednak cień nadziej, ale tylko cień, że wpływy gospodarki chińskiej na resztę świata osłabną.
Jednak Chiny, podobnie jak Japonia czy Korea Południowa (wymieniając choćby tylko tygrysy wschodniej Azji) postawiły na sztuczną inteligencje i robotyzację, która ma zastąpić braki ludzkie. Rodzi się pytanie, jak daleko posunie się w autonomii sztuczna inteligencja, i co dalej z gatunkiem ludzkim na Ziemi. Jakie będą dalsze skutki starzejących się społeczeństw w krajach dzisiejszego dobrobytu? No i jak będzie wyglądało życie psychiczne ludzi, zarówno młodych w naporze sztucznej inteligencji, jak i starych – bo nie rozumieją pędzącego na oślep świata?
Potęga współczesnych Chin
Pod koniec XX wieku, po dwóch wiekach gospodarczego uśpienia i politycznych niepowodzeń, nastąpiło przebudzenie się wielkiej ekonomicznej potęgi. Chyba żaden kraj, poza Chinami, nie umiał wykorzystać postępującej globalizacji do zrealizowania swojego programu w celu wysunięcia się na czoło wiodących gospodarek. Po przeczytaniu książki Grzegorza W. Kołodki („Czy Chiny zbawią świat”, 2018), postanowiłem wzbogacić tekst ciekawymi przemyśleniami profesora Kołodki. To dziwne – daleki od zachwytu nad ekonomią i niechętny (delikatnie ujmując) politykom, z wielkim zainteresowanie czytałem książkę napisaną przez ekonomistę i polityka w jednej osobie.
Przez długie wieki Chiny, odległe od Zachodniego Świata, w rzeczywistości były dominującym światowym imperium. Dominującym nie tylko liczbą mieszkańców; przez około tysiąc lat była to potęga gospodarcza i militarna. Jej kres, który przypadł na wiek XIX, wynikał z polityki izolacji zadufanego w swojej wielkości Państwa Środka, wewnętrznego szpiegostwa i donosicielstwa, korupcji państwowych urzędników oraz militarny upadek. Wykorzystał to Zachód, który kolonizował na różnych kontynentach co tylko się dało. Niedołężne politycznie, gospodarczo i militarnie Chiny poddały się łatwo. Zostały zdominowane przez największą wówczas światową kolonialną potęgę – Wielką Brytanię (a poprawnie – Zjednoczone Królestwo). Istotną rolę odegrało w tym zapotrzebowanie Chińczyków na opium; posunąłbym się do twierdzenia, że Anglicy podbili Chiny najpierw militarnie, zaczynając od użycia kanonierek, a następnie przy pomocy opium.
Ostatecznie Chiny skapitulowały, po militarnej interwencji wojsk angielskich, niemieckich, rosyjskich, amerykańskich i japońskich.
Pierwsza połowa XX wieku przyniosła kolejne ludzkie tragedie po najeździe Chin przez Japonię, wydarzenia związane z I Wojną Światową, wojny wewnętrzne i rodzeniem się chińskiego komunizmu.
Druga połowa XX wieku to tragiczne dla Chińczyków rządy przewodniczącego Komunistycznej Partii Chin, Mao Zedonga. Chiny uzyskały wsparcie wielkiego komunistycznego brata ZSRR. Szybko jednak Mao postanowił wyprzedzić ZSRR w rozwoju komunistycznego społeczeństwa. Zaowocowało to kolejnymi klęskami głodu i wstrząsami polityczno-społecznymi.
W 1066 roku Mao zainicjował bratobójczą tzw. Rewolucję Kulturalną, niszcząca wielowiekowe dowody chińskiej kultury. W roku 1976 protesty na placu Tian’anmen przeciw dalszemu budowaniu komunizmu przyniosły śmierć kolejnym milionom Chińczyków.
Rządy Komunistycznej Partii Chin pod przewodnictwem Mao i jego następców były niezwykle tragiczne w skutkach dla chińskiego społeczeństwa. Odgórnie zarządzone graniczenie dzietności doprowadziło m.in. do zabijanie noworodków płci żeńskiej. Bieda i głód doprowadziły do kanibalizmu to kolejne karty historii Chin.
Chiny szybko odczuły skutki takiego zarządzania państwem przez komunistów. W następnych pokoleniach brak młodych kobiet szybko doprowadził do starzenia się społeczeństwa i braku rąk do pracy. Wszystkie te tragedie składają się na zakazaną dzisiaj w Państwie Środka historię Chin, a wielki Mao, twórca Komunistycznej Partii Chin, „musi być” nadal czczony na gigantycznych pomnikach.
Na przełomie lat 60- i 70-tych XX wieku stosunki między Chinami a ZSRR uległy poważnemu zepsuciu, a nawet doszło do konfliktu zbrojnego. Jeszcze bardziej pogłębiła to wizyta prezydenta USA Richarda Nixona w Chinach w roku 1972. Na krótko zawarty został sojusz zachodniego kapitalizmu z dalekowschodnim komunizmem skierowany przeciwko komunistycznemu ZSRR. Od tego momentu Zachód, „niechcący”, zaczął sprzyjać rozwojowi chińskiej gospodarki na niespotykaną w świecie skalę, co doprowadziło do uzależniania się gospodarek większości państw od rozwijającej się gospodarki Chin.
Jakże dziwne są współczesne Chiny. Siłą przewodnią nadal pozostaje partia komunistyczna, która twierdzi że realizuje program realnego socjalizmu, ale z uwzględnieniem konfucjańskiej ideologii. Jeżeli jednak popatrzymy na stronę ekonomiczną, uruchomiony został wolny rynek. Tyle tylko, że o kierunkach gospodarczego rozwoju decyduje dobrze przygotowana partyjna elita rządząca. Komunizm ma to do siebie, że zawsze miał (i ma nadal) dobrze przygotowane wyszkolone polityczne elity sprawujące władzę.
Mamy więc w Chinach kapitalistyczny liberalizm i równocześnie partyjny interwencjonizm, którego celem jest dobrobyt Chińczyków i potęga gospodarcza państwa. Nikomu innemu to się nie udało. Nie dziwne? Uruchomiona została przedsiębiorczość, ale wykorzystana została też pracowitość oraz lojalność Chińczyków w stosunku do rządzących, co decyduje o podległości odgórnym decyzjom. Cecha uległości, poddańczości i godzenia się z wolą rządzących (ale „do czasu”) jest zresztą powszechna w narodach tzw. Wschodu – od Rosji po Japonię. Ale wszystko do czasu; kiedy wrzód społecznej niesprawiedliwości osiągnie stan krytyczny, wybuchają powstania, rewolucje i wojny domowe. Dotyczy to zarówno Wschodu, jak i Zachodu.
W odniesieniu do globalizacji naszego życia społecznego i gospodarczego, zacząłbym od twierdzenia, że najgłupszym, choć ekonomicznie niby „uzasadnionym”, pomysłem zachodniego kapitalizmu było umieszczenie swojej produkcji w Chinach. Przekazanie tam (bo tam taniej) najnowszych technologii przez Stany Zjednoczone i Europę Zachodnią dało Chinom impuls do ich włączenia się do kapitalistycznej gospodarki. A przecież historycznie patrząc, już Japonia pokazała, jak można korzystając z zachodniej technologii, zdominować np. przemysł samochodowy, a następnie elektroniczny. Drugi przykład to elektroniczny przemysł Korei Południowej. Taki jest potencjał intelektualny narodów wschodnioazjatyckich.
Chiny mają jednak najwięcej atutów; przez dwa tysiąclecia udowadniały swoją moc twórczą, o czym dzisiaj się nie mówi i nie pisze. Do wyjątków wielki mur, którego wszystkie odcinki miały ponad 21 tys. km, rozbudowywany prawdopodobnie już od VI/VIII wieku p.n.e. do drugiej połowy XIX wieku. Zdumiewa jednak nie długość muru, ani długa historia jego budowy. Zdumiewająca jest wynaleziona przez chińskich budowniczych zaprawa wapienna z dodatkiem ok. 3% spoiwa ryżowego, użyta do budowy głównych odcinków ceglanego muru. W badaniach porównawczych zaprawa ta okazała się mocniejsza i trwalsza niż współczesna zaprawa cementowa. Jakże niezwykle ważny okazał się składnik pochodzenia roślinnego. Czasem przypomina się jeszcze, że to Chińczycy (chińscy alchemicy) wynaleźli czarny proch strzelniczy, ale kto wie, że wynaleźli także papier i druk (Gutenberg go tylko udoskonalił wynajdując prasę drukarską), strzemiona do jazdy konnej czy kusze?
Podczas wznoszenia budowli Zakazanego Miasta (siedziby chińskich cesarzy z dynastii Ming) na początku XV wieku, Chińczycy wynaleźli genialne, ruchome połączenia drewnianych konstrukcyjnych elementów budynków, pozwalające przetrwać największe trzęsienia ziemi. Zapewniała to elastyczność wielostopniowych ruchomych wiązań oraz brak osadzenia drewnianych słupów w ziemi. Do końca XVIII wieku Państwo Środka było największą potęgą gospodarczą świata. Potem nastąpił czas zepchnięcia Chin do parakolonialnej zależności od obcych mocarstw, a wiek XX „sprowadził” na Chiny lata nieszczęść polityczno-społecznych, gospodarczych i kulturowych. W wieku XXI obserwujemy szybkie odradzanie się wielkich Chin. Budzi się tam ogromny kapitał ludzkiego intelektu.
Przez tysiąclecia Chińczycy przejawiali jednak nie tylko wielką inwencje twórczą, ale wielokrotnie doznawali także klęsk politycznych, militarnych, społecznych i gospodarczych. Ostatnim przykładem takiej klęski w XX wieku było pojawienie się na scenie politycznej zaślepionego komunistyczną ideologią decydenta – Mao Zedonga, ale o tym pisałem wcześniej. Tu chcę zwrócić uwagę na wprost niezwykłą transformację społeczno-ekonomiczną, jaką współczesne Chiny wyróżniają się po niepowodzeniach i klęskach ubiegłego wieku.
Dzisiaj o dynamicznym rozwoju Chińskiej gospodarki i społeczeństwa decyduje w miarę skoordynowane zarządzanie, tania siła robocza, nadprodukcja dóbr i dominacja eksportu nad importem. Jesteśmy świadkami polityczno-gospodarczej ironii – komunistyczny rząd Chin, w państwie o ustroju realnego socjalizmu, promuje u siebie gospodarkę o charakterze kapitalistycznym. Sprzeczność? Zastanówmy się – Chińska Partia Komunistyczna poprzez rządową administrację steruje rozwojem gospodarczym, który ma być podporządkowany potrzebom ogółu społeczeństwa. To czysty socjalizm. Okazuje się, że nie, ponieważ niby komuniści umożliwili powstanie i rozrastanie się w Chinach sektora prywatnego, który już od kilku lat zdominował chińską gospodarkę (z wyjątkiem rolnictwa). Ton życiu Chińczyków nadaje teraz wprawdzie nowopowstała klasa średnia, ale dowodzi nią nie tyle rząd, co grupa nowych potentatów ekonomicznych. Obok wielkiego uprzemysłowienia Chin i niesamowitego rozrastania się chińskich metropolii, niestety, chińska prowincja jest nadal biedna, a mało wydajne rolnictwo pozostaje nadal skolektywizowane.
Chiny, przy zachowaniu państwowej (= partyjnej) kontroli, a w znacznym stopniu i centralnego zarządzania, czerpią jednak z kapitalizmu to, co zapewnia im rozwój gospodarczy. System polityczno-społeczny w Chinach – ni to kapitalizm, ni to socjalizm – określany jest przez samych Chińczyków jako chińska demokracja socjalistyczna. W świecie przyjęło się określenie „państwowy kapitalizm”. A może jest to „kapitalizm socjalistyczny”, albo „socjalizm kapitalistyczny”?
Można domniemać, jak sugeruje to prof. G. W. Kołodko, że w Chinach obserwujemy powrót do idei konfucjanizmu oraz modelu życia w harmonii między dwiema przeciwstawnymi siłami yin i yang. Jest to po prostu Chinizm; a takiej koncepcji nie potrafi realizować ani kultura, ani polityka, ani gospodarka Zachodu. Prof. Kołodko zaleca – zamiast bać się ekspansji Chin, uczmy się od Chińczyków.
Chiński komunista i przywódca pod koniec XX wieku, Deng Xiaoping – inicjator reform społeczno-gospodarczych oraz otwarcia Chin na świat wyznawał, że „Gospodarka rynkowa nie oznacza koniecznie kapitalizmu. Prawdziwa natura socjalizmu polega na uwolnieniu sił produkcyjnych, a jego celem ostatecznym jest osiągnięcie powszechnego dobrobytu. Twierdził też bardzo obrazowo, że „Nieważne, czy kot jest czarny, czy biały. Ważne, żeby łowił myszy.“ A zatem nie jest ważne, jaki jest chiński ustrój. Jak zwał, tak zwał, ma tylko dobrze funkcjonować. A widzimy, że nieźle funkcjonuje, ponieważ Chińczycy obserwowali jak funkcjonuje zglobalizowana gospodarka, wyciągnęli wnioski i „robią swoje”. Udaje się to również dlatego, że Chińczycy potrafią zgodnie współpracować, a przy tym są narodem, który jest bardzo zdyscyplinowany i można nim łatwo sterować.
Dzisiaj „komunistyczne” Chiny rozwijają się nie popełniając błędów posowieckiej Rosji i innych krajów posocjalistycznych. Znajdują swoją drogę rozwoju z równoczesnym dążeniem do światowej dominacji. Chiny chcą wrócić do prastarej koncepcji „Państwa Środka” i zepchnąć pozostałe kraje na swoje peryferia, na chińskie „kresy”. Mogłoby się wydawać, że globalnie jest to tylko problem polityczno-gospodarczy. Niestety, tak nie jest, ponieważ teraz to Chiny (jak wcześniej USA) są głównym „dostawcą” dwutlenku węgla do ziemskiej atmosfery. Szacuje się, że jest to 1/3 światowej „produkcji” CO2.
Ale wróćmy do zagadnień polityczno-społecznych-gospodarczych. To, co nie udało się powojennym państwom socjalistycznym, przynosi szybki wzrost dobrobytu wielu Chińczykom (niektórym wręcz bogactwo). Oczywiście, nie wszystkim, ale nigdy jeszcze nikomu nie udało się jednakowo zadowolić wszystkich. Pracownicy niższych szczebli, przy dużych wymaganiach, są jednocześnie słabo opłacani, co obniża koszty produkcji. Między innymi dlatego Chiny wyróżniają się we współczesnym świecie dużą przewagą eksportu nad importem.
Świat zalewany jest chińskimi bublami po cenach groszowych, nic wiec dziwnego, że zachodni producenci nie mają szans na utrzymanie się na rynku. Ale to jest i nasza wina – kupię to tańsze. A nie tak dawno można było usłyszeć – kupuję to droższe i w ten sposób oszczędzam. Znaczyło to tylko tyle, że będę użytkować długo, zanim ponowię zakup. Taka filozofia już nie jest na czasie – wolę stale odnawiać stan posiadania i napawać się nowościami. I produkcja „na przemiał” się rozkręca, co bardzo cieszy producenta. A jakość j trwałość produktu?
No to teraz USA, które oddały technologie Chinom (Niemcy czy Anglicy oczywiście też). Po II Wojnie Światowej Amerykanie udostępnili swoje technologie np. produkcji samochodów osobowych Japończykom. Pod koniec minionego wieku Ameryka broniła się przed zalewem (dobrych na szczęście) aut z Japonii. Ale to Amerykanów nic nie nauczyło. Teraz zaistniała sytuacja, że Amerykanie nadal chcą dobrze zarabiać (jak w tzw. amerykańskim śnie), ale nie przestało to mieć uzasadnienie gospodarcze i ekonomiczne.
W Stanach Zjednoczonych płace są zawyżone w stosunku do obecnej produkcji, a propozycje eksportowe nie dorównuje importowi. W tych warunkach Amerykanie preferują jednak życie ponad stan. Ufni w potęgę dolara, w celu pokrycia finansowego deficytu emitują nowe papiery wartościowe. Ich obligacje chętnie wykupują Chiny – dysponujące dodatnim bilansem finansowym, a przy tym również wierzące w dolara (na razie). W ten sposób rośnie amerykańskie zadłużenie w Chinach. Waluta amerykańska, a ekonomiczne korzyści po stronie chińskiej. Na dodatek istnieje zagrożenie, że za sprawą chińskiej dominacji ekonomiczne waluta amerykańska może zostać zastąpiona chińską.
Na naszych oczach wyrósł ekonomiczny gigant, dominujący już gospodarczo i stający się chyba najbogatszym państwem na naszym globie. Teraz stara się być bankierem współczesnego świata. Chiny przystąpiły agresywnie do zarządzania naszym światem narzędziami ekonomicznymi. Bogate dzisiaj Chiny ponoszą ogromne nakłady na technologię medyczną oraz na badania nad sztuczną inteligencją, dorównując w tym Stanom Zjednoczonym. Kto ten wyścig wygra, prawdopodobnie zagwarantuje sobie globalną przewagę polityczną, gospodarczą, a nawet militarną.
Chiny mają jednak też swoje poważne problemy, wydaje się nie do rozwiązania. Nadmiernie rozbudowany został przemysł ciężki i budowlany; tu ekonomicznym ratunkiem jest eksport. Występują wielkie dysproporcje w płacach. Do głosu dochodzi niż demograficzny spowodowany wieloletnimi politycznymi ograniczeniami dzietności w chińskich rodzinach. Narastającym problemem jest więc starzenie się społeczeństwa. Zagrożeniem może być zatem (albo już jest) brak rąk do pracy wobec bardzo rozwiniętej sfery przemysłowej.
Narasta też współzależność chińskiego przemysłu i rosyjskich energetycznych surowców kopalnych. Warto postawić pytanie, czy Rosja swoją bazą surowcową będzie mogła jeszcze nadal w jakimś stopniu kontrolować gospodarkę Chin? Napaść Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku oraz reakcja Zachodu są tu wyznacznikiem współzależności obu potęg. Chiny oficjalnie zachowują w tej sprawie udawaną „neutralność”, zdecydowanie jednak prorosyjską, ponieważ chińska gospodarka jest i nadal będzie uzależniona od kopalnych zasobów Rosji. Ale ta sytuacja geopolityczna stworzyła Chinom fantastyczną okazję do zdominowania gospodarki Rosji.
Teraz Chiny mogą zacząć renegocjować wcześniejsze umowy z rosyjskimi firmami na swoich warunkach i dyktować warunki nowych umów. A Rosja, wobec utraty dostępu do zachodnich rynków i światowego systemu bankowego, będzie musiała to zaakceptować. Jest to bezmyślny wkład Putina w budowanie potęgi Chin kosztem gospodarki własnego kraju. I tak bogata w surowce, terytorialnie wielka Rosja może stać się wasalem gospodarczo potężnych Chin. Padło nawet stwierdzenie, że Rosja staje się stacją paliwową Chin.
W Chinach mamy do czynienia z kolejną ironią, tym razem polityczno-społeczno-gospodarczą. Otóż w „komunistycznych” Chinach bogactwo przestało być napiętnowane. Bogate stają się nie tylko Chiny jako państwo, ale bogaci stają się też sami Chińczycy. Obok rosnącej grupy miliarderów i milionerów, w krótkim czasie kilkunastu lat powstała szybko bogacąca się klasa średnia. Obserwujemy teraz trzecią ekonomiczną ironię; ponieważ produkcja w Chinach stała się już za droga, przenoszona jest teraz do krajów najbiedniejszych.
Chińska ekspansja ekonomiczna symbolizowana jest dzisiaj przez stworzenie „nowego szlaku jedwabnego” – tym razem kolejowego – przez Kazachstan, Rosję, Białoruś i Polskę do Niemiec i Holandii, wspomaganego również przez transport drogowy. Nowy rozgałęziony chiński szlak gospodarczy ma także odgałęzienia morskie. Głównym „chińskim” portem w Europie jest grecki Pireus. Chiny wykorzystały kryzys finansowy Gracji w pierwszej dekadzie XXI wieku, przychodząc bankrutującemu państwu z pomocą gospodarczą. W efekcie Gracja stała się mocno uzależniona od Chin, czego efektem było m.in. oddanie chińczykom w użytkowanie niewielkiego portu w Pireusie. Dzisiaj jest to największy port przeładunkowy w basenie Morza Śródziemnego.
Najważniejsze punkty nowego morskiego „szlaku jedwabnego” to wyspa Sri Lanka na Oceanie Indyjskimi oraz miniaturowe państewko Dżibuti w Rogu Afryki. Chińczycy zbudowali tam olbrzymie porty przeładunkowe oraz swoją bazę wojskową (w Sri Lance) – pierwszą poza Chinami! Jest to już szósta baza wojskowa (obok amerykańskiej, francuskiej, japońskiej, hiszpańskiej i włoskiej) w tym strategicznym miejscu na wejściu do basenu Morza Czerwonego. Czy ma to być światowy bezpiecznik, który jeżeli zawiedzie, może zaiskrzyć jako punkt zapalny globalnego niebezpieczeństwa? Przez ekonomiczne opanowanie Dżibuti Chiny uzyskały dostęp do Etiopii, którą wykorzystują do dalszego rozwoju swojej gospodarczej obecności w Afryce. Tak realizowany jest światowy „chiński ład”. Do Afryki subsaharyjskiej weszła już też Rosja ze swoim „ruskim mirem”.
Niezwykle nowoczesny przemysł rozwinęła również Korea Południowa oraz Tajwan (Chińska Republika Tajwan – sól w oku wielkich Chin kontynentalnych). Na wschodzie Azji – w tych trzech krajach oraz w Japonii ulokowane jest około 80% produkcji półprzewodnikowych układów scalonych, bez których nie istnieją nowoczesne „inteligentne” urządzenia, od smartfonów po samochody – ograniczając się tylko do produktów „pierwszej potrzeby” współczesnego nowoczesnego człowieka. Nie ma tej produkcji bez metali ziem rzadkich, na których czele stoi lit. I jaki jest skutek w sytuacji obecnej wirusowej pandemii covid-19? Mamy na Zachodzie poważną przerwę w produkcji „inteligentnych” samochodów i innych urządzeń tzw. wysokiej technologii. Taka jest cena globalizacji i dominacji technologicznej zlokalizowanej w jednym regionie świata.
Lit nie jest jedynym surowcem strategicznym dla akumulatorów litowo-jonowych czy ogniw słonecznych, a przede wszystkim dla wszelkich urządzeń elektronicznych oraz rozwiązań technicznych wykorzystujących sztuczną inteligencję. Tu dochodzi do głosu zapotrzebowanie na inne metale ziem rzadkich z kobaltem i niklem na czele. Obecnie na rynku wydobywczym i przetwórczym ziem rzadkich oraz w opracowaniach wysokiej technologii z ich użyciem dominującym potentatem, a właściwie to monopolistą, są Chiny. Mają 1/3 globalnych zasobów pierwiastków ziem rzadkich i dominują w ich eksploatacji (2/3 światowego wydobycia, ale w technologicznym ich światowym przetwarzaniu osiągają aż 90%. Zatem reszta świata w zakresie wysokich technologii uzależniona jest teraz od woli Chin.
Powinniśmy zacząć odwracać decyzje błędnie podejmowane dla ekonomicznego zysku, który trafia do ludzi i tak już najbogatszych. Powinniśmy koniecznie promować krajowe produkcje – zaczynając od żywności, ale dotyczy to możliwie wszystkich najbardziej podstawowych produktów. Ograniczmy zależność od odległych producentów do sensownych rozmiarów (ale czy ktoś wie, co to znaczy?). Czy ograniczymy, czy nie jest za późno, kiedy świat wpadł już w chińską pułapkę? Kiedy Chiny stały się fabryką współczesnego świata i produkty, jakże często niskiej jakości, z fabryk w Chinach (i chińskich poza Chinami) nas zalewają.
Może jest jednak jakaś nadzieja – nadzieja, że gospodarczy boom w Chinach nie będzie trwać wiecznie; chyba nawet już się załamuje, bo zaczyna brakować siły roboczej. Chiny zaczynają szukać jej w krajach najbiedniejszych. To właśnie teraz powinniśmy zacząć wracać do własnej przedsiębiorczości w Europie i w Polsce. Starajmy się we własnym zakresie zaspokajać jak najwięcej rzeczywistych potrzeb. My w Polsce zacznijmy od zabezpieczenia produkcji własnej, dobrej jakościowo żywności, niekoniecznie najtańszej. W dużym uproszczeniu – miejsce produkcji w miejscu konsumpcji. Czy jest to możliwe w sytuacji, kiedy rolnikowi i sadownikowi przestaje się to opłacać?
Używam sformułowań „my” i „powinniśmy”. „My” to znaczy kto? Tu nie może być wątpliwości – jest to obowiązek wybranych demokratycznie rządzących. I nie chodzi tu o opiekuńczy model zarządzania, ale o promowanie polskiej produkcji i zniwelowanie dysproporcji w podziale zysku z produkcji w łańcuchu dystrybucji produktów. Chodzi również o walkę z lobbingiem już i tak najbogatszych, o odnowienie etosu pracy w miejsce etosu windowania zarobków. Ale wymaga to stworzenia odpowiednich regulacji prawnych. A do nich kolejnym rządzącym jakoś nie po drodze. No to dalej pakujemy się w chińską matnię oraz zależności od innych producentów, a polski rolnik i sadownik nie są w stanie sprzedać swoich produktów po sprawiedliwej cenie.
A Europa? Europa (ale cała) niech wróci, nie tylko do produkcji zdrowej żywności, ale także do produkcji przemysłowej poczynając od tekstyliów, przez codzienne narzędzia, po wszelkiego rodzaju maszyny. Są oczywiście produkty, których napływu ze Wschodu nie da się zastąpić zwiększoną własną produkcją. Przykładem może tu być japoński sprzęt optyczny (w dużym już stopniu produkowany w Chinach). Jakościowo produkty takich niemieckich firm jak Zeiss czy Leica mogłyby stworzyć skuteczną zaporę dla produktów ze Wschodu, musiałyby jednak zejść z horrendalnie wysokich cen. Ale to nie jest akceptowalne dla zachodniego kapitalizmu. Tak funkcjonuje tylko kapitalizm chiński. Dlatego też tam trafiła już rzeczywista produkcja nawet firm japońskich.
