Tak się ułożyły moje sesje fotograficzne, że rok 2025 zakończyłem wpisem o żurawiach; i również z nimi zaczynam też rok 2026. Coraz łagodniejsze zimy sprawiają, że dużo więcej tych ptaków nie odlatuje do ciepłych krajów lecz pozostaje w Polsce. Pierwsze zdjęcie z żurawiem w śnieżycy zrobiłem przed dziesięciu laty.

W tym roku zacząłem je fotografować już w styczniu. Podczas odwilży zobaczyłem przez okno trzy ptaki na zaśnieżonej łące.

Następnego dnia oczekiwałem już ich przylotu w czatowni.

Kiedy wróciły mroźne dni i jeszcze bardziej mroźne noce, żurawie przestały mnie odwiedzać. Obserwowałem natomiast duże klucze żurawi lecące o świcie gdzieś dalej na żerowisko, a wieczorem wracały na nocleg. Dzięki zaprzyjaźnionym mieszkańcom sąsiedniej wsi dotarłem do żurawiego noclegowiska. Rozległa łąka była zamarznięta, a na niej wielkie zgrupowanie żurawi.



W drugiej połowie lutego na łąkę za siedliskiem wróciły moje żurawie.

Ponure poranki nie zapewniały dobrego światła, ale nie zwalniało mnie to z dyżuru w czatowni. Para żurawi zaczęła przylatywać regularnie jeszcze przed wschodem słońca.

Żurawie postanowiły jednak pozostawać na noc w pobliskich zaroślach, gdzie od kilku lat gniazdowały na zalewanym wodą bagiennym terenie.

Z pewnością była to znająca miejsce ta sama para, która w ubiegłym roku dochowała się dwojga maluchów (relacja w poprzednim wpisie).


Ale moim żurawiom to nie przeszkadzało; były u siebie. Obserwowałem ich bardzo różne zachowania.










Ślady żurawi w błocie. Pod koniec marca teren wokół bagienka z gniazdem żurawi zaczął wysychać. Czy zagrozi to bezpieczeństwu gniazda?

