23. Zaprzyjaźnione dudki

Dudki to potrafią zaskoczyć. Od kwietnia jeden pojawiał się w ogródku i znikał. Pohukiwał gdzieś w odległości do kilometra, ale nie u nas. Nie widziałem też, żeby dudki latały do dziupli. Tymczasem w ostatnich dniach maja dwa dudki rozpoczęły dość intensywny transport pokarmu do ich rezydencji ustawionej ok. 100 metrów od siedliska. A zatem są tam gdzie powinny, gdzie gniazdują od ponad 20 lat. Ujawniły zajęcie dziupli dopiero jak zaczęły karmić młode, które musiały się dopiero co wykluć.

Trochę zaskoczony i spóżniony stawiałem czatownię około dziesięciu metrów od dziupli. a potem wycinałem krzaki w tle, bo psuły mi kadr. Potem musialem jeszcze przesunąć czatownię; tylko o jakiś metr, ale trwało to z pół godziny. Dudkom to nie przeszkadzało; robiły swoje, a ja swoje. Znają mnie doskonale, bo cały czas chodziłem koło ich dziupli do czatowni „na żurawie”. Ja ich w pobliżu dziupli nigdy nie zauważyłem, ale one widziały mnie na pewno.

I nareszcie zaczęło sie podglądanie życia moich rezydentów i fotografowanie. Co 15-20 minut przyloty ptaków z turkuciami i sprzątanie dziupli z odchodów młodych.

Cedzą dudki? W tym roku jedynym pokarmem są turkucie podjadki. W poprzednich latach dieta uzupełniana była jednak często gąsienicami motyli. W ubiegłym roku (2025) szczególnie dużo było larw rusałki pokrzywnika. W tym roku jeszcze tego motyla, jak i wielu innych gatunków, nie widziałem.

Niestety młode to brudasy; załatwiają te sprawy pod siebie. Rezydencja dudków jest zrobiona w naturalnej dziupli w odciętym kawałku powalonego drzewa, dlatego każdego roku mogę zdejmować daszek, czyścić im mieszkanie i wsypywać nowe trociny.

Obok dziupli dla dutków wystawiliśmy w ubiegłym roku gniazdo dla bocianów. Aby im ułatwić dolot wycięte zostały dwie olsze; nie żałowałem, bo na podmokłym terenie mamy ich dużo. Na jeden pozostawiony wysoki pień przeniosłem dudkowy apartament, a drugi, również wysoki, pozostawiłem im jako lądowisko. Skwapliwie korzystają z tego udogodnienia po przylocie z pokarmam, czyszczą dzioby, często przesiadują i odpoczywają oraz startują do lotu na żerowisko.

Ale teraz dziub trzeba porządnie wyczyścić. Co za wspaniałe miejsce!
Dziub czysty; muszę lecieć!

Publikacja 30 maja, po trzech dniach obserwacji. Czekam na dalszy ciąg, a przede wszystkim na pierwszy łebek młodego w otworze dziupli. Będzie jeden, dwa, a może więcej?

Wczoraj napisałem powyższe życzenie; dzisiaj (1 czerwca) dochodząc do czatowni zobaczyłem mały łebek nowego obywatela naszego ptasiego raju, który rozglądał się z otworu dziupli poznając miejsce, w którym przyszedł na świat.

Jak tu pięknie!
Ale wysoko; nie wyskoczę.
Jestem głodny; gdzie oni są?
No, nareszcie.
Nakarmiłam; teraz muszę odpocząć.
Wystarczy, muszę lecieć po kolejnego turkucia.
Posuń się.
Tu nareszcie możemy być razem.

Nie byłem pewien czy będzie wiecej niż jeden nowy obywatel naszej ptasiej gromadki. Ostatnie dwa lata nie rozpieszczały ptaków pokarmem; mieliśmy skromny, pojedynczy przychówek. Wcześniej w wylęgu były zwykle dwa. I oto kilka dni po pierwszym niemowlaku (dziób otwiera, ale głosu nie wydaje) mamy drugiego malucha. Brawo rodzice!

Wpuść mnie; ja też chcę coś zobaczyć.
No widzisz; przecież mieścimy się.

Na uwagę zasługuje tu różnica ubarwienia czoła obu ptaków. U starszego (po prawej) widoczny jest mocno wybarwiony „wężyk” (co sugeruje samca), podczas gdy u młodszego (po lewej) widać zaledwie jego ślad (wskazanie na samicę). Samice są ogólnie nieco słabiej wybarwione.

Czubek u malucha prezentuje się całkiem okazale.

No i czyj jest okazalszy?