Dudki to potrafią zaskoczyć. Od kwietnia jeden pojawiał się w ogródku i znikał. Pohukiwał gdzieś w odległości do kilometra, ale nie u nas. Nie widziałem też, żeby dudki latały do dziupli. Tymczasem w ostatnich dniach maja dwa dudki rozpoczęły dość intensywny transport pokarmu do ich rezydencji ustawionej ok. 100 metrów od siedliska. A zatem są tam gdzie powinny, gdzie gniazdują od ponad 20 lat. Ujawniły zajęcie dziupli dopiero jak zaczęły karmić młode, które musiały się dopiero co wykluć.
Trochę zaskoczony i spóżniony stawiałem czatownię około dziesięciu metrów od dziupli. a potem wycinałem krzaki w tle, bo psuły mi kadr. Potem musialem jeszcze przesunąć czatownię; tylko o jakiś metr, ale trwało to z pół godziny. Dudkom to nie przeszkadzało; robiły swoje, a ja swoje. Znają mnie doskonale, bo cały czas chodziłem koło ich dziupli do czatowni „na żurawie”. Ja ich w pobliżu dziupli nigdy nie zauważyłem, ale one widziały mnie na pewno.
I nareszcie zaczęło sie podglądanie życia moich rezydentów i fotografowanie. Co 15-20 minut przyloty ptaków z turkuciami i sprzątanie dziupli z odchodów młodych.

Cedzą dudki? W tym roku jedynym pokarmem są turkucie podjadki. W poprzednich latach dieta uzupełniana była jednak często gąsienicami motyli. W ubiegłym roku (2025) szczególnie dużo było larw rusałki pokrzywnika. W tym roku jeszcze tego motyla, jak i wielu innych gatunków, nie widziałem.

Niestety młode to brudasy; załatwiają te sprawy pod siebie. Rezydencja dudków jest zrobiona w naturalnej dziupli w odciętym kawałku powalonego drzewa, dlatego każdego roku mogę zdejmować daszek, czyścić im mieszkanie i wsypywać nowe trociny.

Obok dziupli dla dutków wystawiliśmy w ubiegłym roku gniazdo dla bocianów. Aby im ułatwić dolot wycięte zostały dwie olsze; nie żałowałem, bo na podmokłym terenie mamy ich dużo. Na jeden pozostawiony wysoki pień przeniosłem dudkowy apartament, a drugi, również wysoki, pozostawiłem im jako lądowisko. Skwapliwie korzystają z tego udogodnienia po przylocie z pokarmam, czyszczą dzioby, często przesiadują i odpoczywają oraz startują do lotu na żerowisko.



Publikacja 30 maja, po trzech dniach obserwacji. Czekam na dalszy ciąg, a przede wszystkim na pierwszy łebek młodego w otworze dziupli. Będzie jeden, dwa, a może więcej?
Wczoraj napisałem powyższe życzenie; dzisiaj (1 czerwca) dochodząc do czatowni zobaczyłem mały łebek nowego obywatela naszego ptasiego raju, który rozglądał się z otworu dziupli poznając miejsce, w którym przyszedł na świat.









Nie byłem pewien czy będzie wiecej niż jeden nowy obywatel naszej ptasiej gromadki. Ostatnie dwa lata nie rozpieszczały ptaków pokarmem; mieliśmy skromny, pojedynczy przychówek. Wcześniej w wylęgu były zwykle dwa. I oto kilka dni po pierwszym niemowlaku (dziób otwiera, ale głosu nie wydaje) mamy drugiego malucha. Brawo rodzice!


Na uwagę zasługuje tu różnica ubarwienia czoła obu ptaków. U starszego (po prawej) widoczny jest mocno wybarwiony „wężyk” (co sugeruje samca), podczas gdy u młodszego (po lewej) widać zaledwie jego ślad (wskazanie na samicę). Samice są ogólnie nieco słabiej wybarwione.

Czubek u malucha prezentuje się całkiem okazale.

